kremy z filtrem

kremy z filtrem

Ciekawe miejsca
kremy z filtrem

Nawigacja

kremy z filtrem -

Cerran stanowczo oświadczył, że co za wiele, to niezdrowo, ale Brandowi, Alornowi do szpiku kości, nigdy nie było za wiele zabijania Angaraków. Rzeź trwała całą noc, a gdy słońce wzeszło, żaden żywy Angarak nie pozostał już na polu bitwy. Kiedy już nie było kogo zabijać, Brand z ramieniem na temblaku polecił Alornom przynieść ciało Toraka, aby mógł „spojrzeć na twarz Króla Świata", ale ciała Toraka nigdzie nie było. Wówczas Strażnik Rivy rozkazującym tonem posłał po moją rodzinę i mnie. Bliźniaki, Bel-din, ojciec i ja przedostaliśmy się zasłanym trupami polem na wzgórze, na którym stał

Brand, przyglądając się pogromowi Angaraków. - Gdzie on jest? - dopytywał się tonem, który wcale mi się nie spodobał. - Kto? - zapytał Beldin. - Torak. Nikt nie może znaleźć jego ciała. - A to zdumiewająca sprawa - powiedział sardonicznie Beldin. - Myślałeś, że go znajdziesz? Zedar zabrał ciało boga, gdy tylko słońce zaszło. - Co takiego?! - Nie powiedziałeś mu? - zapytał ojca Beldin. - Nie musiał o tym wiedzieć. Gdyby wiedział, pewnie próbowałby temu przeszkodzić. - Co się tu dzieje?! - władczy ton Branda zaczynał mnie już drażnić. - To część porozumienia pomiędzy Koniecznościami - wyjaśnił ojciec. - W zamian

za twoje zwycięstwo nie wolno ci było zatrzymać ciała Toraka. To nie było ostatnie WYDARZENIE, Brandzie, nie pozbyliśmy się jeszcze Toraka na zawsze. - Ale on jest martwy. - Nie - powiedziałam jak najdelikatniej. - Nie myślisz chyba, że twój miecz mógłby go zabić? Jedyny miecz, który potrafi tego dokonać, nadal wisi w Rivie. - Co ty mówisz, Pol! - wybuchnął. - Nikt nie przeżyje przebicia mieczem głowy! - Nikt z wyjątkiem boga, Brandzie. Torak jest nieprzytomny, ale kiedyś ponownie się ocknie. Ostateczny pojedynek nadal jest sprawą przyszłości i w nim właśnie weźmie udział Torak i Rivański

kremy z filtrem Król. Wówczas chwycą za prawdziwe miecze i ktoś naprawdę zginie. Spisałeś się bardzo dobrze, mój drogi, ale zachowajmy właściwe proporcje. To, co wydarzyło się tutaj, było jedynie potyczką. Widziałam, że mu się to nie spodobało, ale władcze maniery zaczynały mu wchodzić w krew i uznałam, że trzeba przywołać go do porządku. - A zatem wszystko to było na próżno - rzekł przygnębiony. - Tego bym nie powiedział, Brandzie - odezwał się ojciec. - Gdyby Torak zwyciężył, zdobyłby cały świat. Przeszkodziłeś mu. A to już chyba coś? - Pewnie tak - westchnął Brand, po

czym rozejrzał się po krwawym pobojowisku. - Uprzątnijmy to, bo wkrótce będziemy mieć zarazę. Stosy pogrzebowe były olbrzymie i pochłonęły wszystkie drzewa z lasów na północ od pola bitwy. Po pogrzebie Aldorigen i Eldallan oddalili się, by przedyskutować różnice zdań. Dyskusja była najwyraźniej bardzo gorąca, ponieważ obaj byli martwi, gdy w końcu ich znaleziono. Ta dramatyczna lekcja poglądowa przekonywała, że jeśli Mimbre i Asturia dalej będą ciągnąć wiekowe kłótnie, szybko skończą tak samo. Po obu stronach oczywiście nie brakowało zapaleńców, mających za nic oczywiste racje, ale Andorin i Wildantor, dwaj arendyjscy bohaterowie bitwy, położyli

kres dyskusjom. Każdego ze swych ziomków, któremu gorąca krew przesłoniła zdrowy rozsądek, zapewniali: „Jeśli nie posłuchasz, zginiesz z mojej ręki". Obaj wystąpili do Branda z absurdalną propozycją. Zaproponowali mu koronę Arendii. Na szczęście byłam na tyle blisko Branda, by dać mu sójkę w bok, bo inaczej parsknąłby śmiechem. Udało mu się zachować powagę i dyplomatycznie odmówił, zasłaniając się wcześniej powziętymi zobowiązaniami. Dzwon, który rozlega się w mej głowie za każdym razem, gdy spotyka się dwoje młodych przeznaczonych sobie, już dał mi odpowiedź na rozwiązanie politycznych problemów Arendii. Powiedziałam o nim Brandowi jeszcze przed bitwą.

-

Nawigacja