tablice interaktywne -
przyznać że wyszedł z wprawy, więc przyjął śmiesznie niską propozycję nie tłumacząc nawet moich gestów na konkretne cyfry. Potem duma nie pozwoliła mu przyznać się do tego nieporozumienia. Krótko mówiąc zgrabnie obdarłam go ze skóry.
- Ale się załatwiłem - mruknął, gdy dobiliśmy targu uściśnięciem rąk.
- Tak - przyznałam. - Czemu nie poprosiłeś o wyjaśnienie?
- Wolałbym pierwej umrzeć. Nie będziesz tego rozpowiadać, prawda?
- Nawet końmi tego ze mnie nie wyciągną. Czy mogłabym cię jeszcze poprosić o przysługę?
- Chcesz mnie również oszkapić na meblach?
- Nie. Umebluję dom po swojemu. Chcę poznać człowieka o
imieniu Hattan.
- Algarskiego handlarza bydłem?
- Znasz go?
- O tak. Jest powszechnie znany i nielubiany w Muros.
- Nielubiany?
- Tolnedranie go nie cierpią. On zna wszystkich algarskich wodzów klanów po imieniu, więc zawsze dostaje najlepsze sztuki z algarskich stad. Masz zamiar zająć się handlem bydła, baronowo?
- Nie, Khalonie. Chodzi o coś innego.
- Przez kilka dni będę zajęty sprzedażą mebli. Potem zaprowadzę cię do Hattana i poznam z nim.
- Wracasz do Boktoru, Khalonie?
- Nie, baronowo. Nie lubię drasniańskich zim. Mam już dość krów, więc przeprowadzam się do Camaar. Słyszałem, że można się tam dorobić na
handlu przyprawami, a przyprawy pachną o wiele milej niż krowy. Tydzień później Khalon przedstawił mnie wysokiemu, szczupłemu mężczyźnie, ubranemu w końskie skóry, jako baronową Poledrę. Używałam różnych pseudonimów w ciągu tysiącleci, ponieważ moje imię zapewne wyryte było w pamięci każdego Murga przybywającego na zachód. Jednakże wiele matek nazywało córki imieniem legendarnej Polgardy Czarodziejki, więc po pewnym czasie mogłam używać zdrobnienia „Pol", nie lękając się rozpoznania. Pomimo że Hattan, mimo że od lat żył już w Sendarii, nadal nosił ubranie z końskich skór i golił sobie głowę, zostawiając kosmyk włosów z tyłu. tablice
interaktywne Jego powodzenie jako handlarza bydłem opierało się na algarskim pochodzeniu, więc starał się ubierać odpowiednio. Natychmiast przypadliśmy sobie do gustu. Zawsze lubiłam Algarów, w końcu wyrosłam niemal na ich podwórku. Hattan nie mówił wiele, a jeśli już, to bardzo przyciszonym głosem. Gdy spędzasz wiek szość życia z krowami, uczysz się ich nie płoszyć, chyba że lubisz ponownie zaganiać stado. Hattan faktycznie był nielubiany przez innych handlarzy bydłem w Muros. Zażyłe kontakty z wodzami algarskich klanów dawały mu ogromną przewagę, szczególnie nad Tolnedranami. Algarowie niemal odruchowo nie lubiąTolnedran, więc wodzowie klanów jeszcze
przed dotarciem do Muros przebierali swe stada i najlepsze sztuki zostawiali dla Hattana, czym doprowadzali Tolnedran do białej gorączki. Po jakimś czasie Hattan zaprosił mnie i Gerana do swojego domu. Jego żona, Layna, była pulchną, trzpiotowatą Sendarką. Geran zachowywał się uprzejmie, ale nie mógł oderwać oczu od Eldary, wysokiej kruczowłosej piękności. Eldara wydawała się nim równie zauroczona i oboje siedzieli, wpatrując się w siebie bez słowa, prawie tak samo jak kiedyś Beldaran i Riva. Czułam w powietrzu silny swąd „manipulacji". Przeznaczenie - lub proroctwo, zwijcie to, jak chcecie - najwyraźniej wzięło sprawy
w swoje ręce.
- Zdaje się, że przypadli sobie do gustu - zauważył Hattan, po tym jak Geran i Eldara przez godzinę w milczeniu wpatrywali się sobie w oczy.
- Skąd Wiesz? Przecież nic nie mówią - zaprotestowała Layna.
- Ależ mówią, Layno - powiedział Hattan. - Po prostu nie słuchałaś. Chyba powinnaś zacząć przygotowania.
- Przygotowania do czego? - zapytała Layna.
- Do wesela, moja droga - powiedział.
- Oni mają dopiero po szesnaście lat, Hattanie. Są za młodzi na ślub.
- Nie powiedziałbym. Wierz mi, Layno, już nieraz to widziałem. Doprowadźmy do ślubu, nim zaczną im przychodzićdo
-
|