kremy z filtrem -
błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony
były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna
wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik zawinięty pod
samą ścianę. Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona
zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki
śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było
wyrzucone na
podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na
to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył,
że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i obaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane
mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały między tym wszystkim, a lustro
i ściany były wymalowane pastą kremy
z filtrem do zębów. Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę,
leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął
dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
-Co tu się dzisiaj działo?
Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
-Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś
robiłam?
-Tak -odpowiedział z niechęcią.
-Więc dziś tego nie zrobiłam.
Szkolenie „Sposób na trudnych ludzi”
SYLWJA. Nie; ale powiedziała, że nic na tem
nie zyskasz, a ja to potwierdzam... Możesz się obejść bez mówienia mi o miłości, jak myślę?
DORANT. Ty mogłabyś się obejść bez budzenia jej we mnie.
SYLWJA. Ech, pogniewam się: niecierpliwisz mnie, w istocie; jeszcze raz ci powtarzam, przestań być czułym kochankiem.
DORANT. Więc przestań ty być sobą.
Marivaux, Le Jeu de l'Amour et du Hasard
I
Przedstawiane zwykle były jako młode, skromne, rozmiłowane w samotności, piękne dziewice. Ich szaty różniły się stosownie do sztuk lub nauk, których były opiekunkami.
Lemprière, pod Musae
Ono świadome było świetlistej i nieskończonej mgiełki, jak gdyby unosiło się, boskie, alfa
i zmarszczki omega, ponad morzem oparów i spoglądało w dół; potem stało się już mniej radosne, po chwili nieokreślonej długości, pełnej szemrzących głosów i majaczących kształtów, które zawęziły wrażenie niezmierzonej przestrzeni i bezkresu w coś znacznie bardziej ograniczonego i nieprzyjemnego. Stamtąd, z nagłym poczuciem nieuchronności upadku, szmery zogniskowały się w głosy, cienie w twarze. Jak w jakimś niezrozumiałym zagranicznym filmie, wszystko było obce; język, miejsce i obsada. Obrazy i znaczenia zaczęły się rozmywać, już to chwilowo się zlewając, już to dzieląc jak wodne ameby, bez wątpienia pracowicie, lecz bezcelowo.
Te konfiguracje kształtów i uczuć, powiązanych ze sobą morfów i fonemów powróciły jak zapamiętane raz na zawsze algebraiczne formuły ze szkolnych czasów; choć to, do czego są one stosowane i po co w ogóle istnieją, zostało już kompletnie zapomniane. Ono było świadome, bez wątpienia; lecz pozbawione zaimka, wszystkiego, co odróżnia człowieka od człowieka; i pozbawione czasu, wszystkiego, co odróżnia teraźniejszość od przeszłości i przyszłości.
Przez moment poczucie bezosobowości wiązało się z przyjemnym uczuciem wyższości, świadomości wzniesienia się ponad otoczenie. Jednak nawet to uczucie zostało wkrótce brutalnie rozproszone przez nieubłaganego demona
zmarszczki -
|